Przez najbliższe 4 tygodnie w Galerii Sztuki Miejskiego Ośrodka Kultury oglądać można niezwykle interesującą wystawę Cezarego Łutowicza pt. „Fotografia inaczej”. Autor mieszkający w Sandomierzu pokazał na wernisażu także swoją biżuterię, w której wykorzystuje krzemień pasiasty.

Cezary Łutowicz urodził się w 1944 roku w Białymstoku. Od kilkunastu lat mieszka w Sandomierzu, gdzie prowadzi własną pracownię i galerię autorską. Jest złotnikiem i jubilerem. Od wielu lat pasjonuje go fotografia artystyczna. W tej dziedzinie zdobył wiele prestiżowych wyróżnień i nagród, szczególnie za „rozszerzanie granic fotografii”.
Jego fotografie niewiele mają wspólnego z klasycznym pojmowaniem tego gatunku sztuki. Choć, jak mówi Cezary Łutowicz, „ma wiele szacunku dla fotografii klasycznej”, jednak inspiruje go ona do świadomej transformacji obrazu z wykorzystaniem współczesnych technologii komputerowych. Potwierdzają to prezentowane w dębickiej Galerii Sztuki fotografie zgrupowane w dwóch cyklach-obrazach: Sandomierz i Nowy Jork.
Swoją kolekcję fotografii Łutowicz nazwał „powidoki”. Jego zdaniem żadne zdjęcie nie przybliży i nie odda prawdy o tym miejscu. „Postanowiłem zatem oddać emocje, jakie we mnie zostają... – a czy to są jeszcze zdjęcia?”.
Wernisaż, w którym uczestniczył Cezary Łutowicz wraz z małżonką prowadził Jan Borek, dyrektor Miejskiego Ośrodka Kultury. Niezwykle oryginalną biżuterię artysty prezentowała bardzo odważnie Monika Sroczyńska.
Korzystając z okazji poprosiliśmy Cezarego Łutowicza o krótką rozmowę na temat jego fotografii:
- Widać znaczne różnice w traktowaniu tego samego temat oraz inne techniki. Czy to świadomy zabieg artystyczny?
- Prace pochodzą z okresu co najmniej 10 lat. W tym czasie zmienił się nie tylko mój punkt wiedzenia, ale również nabywałem nowe umiejętności w obsłudze programów komputerowych. Uczyłem się ich kolejnych, coraz doskonalszych, bardziej rozbudowanych wersji, które dawały mi inne możliwości wypowiedzenia się.
- Jednak widać wyraźnie, że coraz bardziej odchodzi Pan od konkretniej fotografii na rzecz abstrakcji fotograficznej.
- Na pewno na początku każdego procesu twórczego u mnie jest fotografia konkretna. Ale obecnie nazywam je powidokami. Nie tyle zależy mi na pokazaniu konkretnego miejsca, co na przekazaniu emocji, jakie pozostają we mnie po wizycie w Nowym Jorku czy Sandomierzu. Można się oczywiście zastanawiać czy to są to jeszcze fotografie, ale dla mnie nie jest to najważniejsza sprawa.
- Wśród swoich zainteresowań wymienia Pan prócz biżuterii i fotografii także jazz. Co Pana inspiruje w tej muzyce?
- Jazzu słucham właściwie bez przerwy. Lubię free jazz, swobodną odmianę jazzu, gdzie najbardziej liczą się emocje a nie nutki. Od konkretu do swobodnej improwizacji, tak jak u mnie w fotografiach. Ta muzyka bardzo mnie inspiruje.

fot. Andrzej Janiec

galeria zdjęć

 

Galeria zdjęć